Z dowodu i urzędu
Marcin Zając
ale w świecie sportu i internetu po prostu Miodożer. Gdy zapytasz o niego klientów, najczęściej użyją wulgarnego epitetu na „ch”, co on kwituje złowieszczym i szyderczym śmiechem. Wie, że chwilę później z ekscytacją gadają już o efektach, które osiągnęli w trakcie tej kompletnie niesztampowej współpracy.